Zwiększ rozmiar czcionki Domyślny  rozmiar czcionki Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Czytelnia Migrant worker - czyli schizofrenia emigranta

Migrant worker - czyli schizofrenia emigranta

Email Drukuj PDF
Podobno najtrudniej jest wyjść z domu, potem reszta już jakoś leci. Odwiedzone miejsca, spotkani ludzie pozostawiają jakiś ślad, często nieobecności. Mam takie sny, o ludziach i miejscach z przeszłości. Jest w nich Kuba, postać ambiwalentna - niedokończona znajomość, próba sił, zawiści i rywalizacji. Taka przyjaźń z nożem w ręku, tylko przez szacunek nie wbitym w plecy...
Rzecz nie nazwana nie istnieję w świadomości człowieka. Rzecz nie nazwana budzi lęk. Paniczna potrzeba zdefiniowania i określenia powoduję, że człowiek musi nadać imiona przedmiotom i zjawiskom go otaczającym. Aby zaistniały, a on wraz tym mógł nabrać do nich stosunku. Jedna z pierwszych rzeczy, jaka biblijny Adam zrobił w biblijnym raju był nadanie imion wszystkim zwierzętom. W ten sposób zarówno one jak i on nabrali tożsamości. I Adam odkrył, że był sam.

Przez kilka lat po przyjeździe do Anglii, żyłem sobie anonimowo w domu z epoki wiktoriańskiej, bez potrzeby i ochoty do manifestowania swoich poglądów czy opinii, tłumaczenia się, kim jestem, skąd jestem i dlaczego. Ludzie się uśmiechali a ja miałem swoje prywatne Idaho. Czy byłem Polakiem na emigracji czy emigrantem w obcym kraju – takie kategorie nie istniały. Żyłem jak ten zwierz bez imienia, aż tu nagle Adam dał mi imię i zaistniałem jako Eastern European Migrant Worker – kolejny etap w nieskończonym podążaniu za odpowiedzią na pytanie, kim jestem.

Anonimowość szlag trafił, a poczęła rodzić się schizofrenia. Wraz z imieniem, niczym głos z odchłani, skacowana myśl łupiąca w potylice, poczęło przebijać się poczucie przynależności do stada. A przebijało się w bólach. Wchodząc, na przykład, do sklepu przy stacji benzynowej na Heavitree i słysząc jak jeden głąb do drugiego mówi, że tej dupie za ladą to by k..... I ważę czy wyjść, czy by w mordę dać, ale moje myśli gubią się w rubasznym śmiechu tego drugiego. Albo, kiedy w pracy tłumaczyłem, że jazda po pijaku bez prawa jazdy nie jest częścią każdego curriculum vitae i ja na przykład biorę prysznic dwa razy dziennie, i owszem spojrzę na ładną kobietę, ale ukradkiem, bez wywieszonego jęzora.

Nagle uświadomiłem sobie, że mówię po Polsku, i że nie jest to język zawsze mile widziany. Potem, że mój angielski jest z akcentem, Polskim, i to też nie jest zawsze mile widziane. I zaczynam uważać gdzie i jak głośno mówię, bo jeszcze mnie jakiś podpity Anglik usłyszy, albo, co gorsza Polak i będę musiał się zaprzyjaźnić, a z jakiś powodów bardzo selektywny jestem w tych znajomościach, bo z nożem w ręku, ale czy z szacunkiem? I nie raz milknę, gdy słyszę Polska mowę. Stałym punktem "small talku" jest odpowiadanie na pytania o Polskiej gospodarce, z powagą i znawstwem niczym Belka czy Balcerowicz, i czy zamierzam wracać i czy za tę pracę takie same bym tam dostał pieniądze. Choć tak naprawdę, mało o tym wiem i jeszcze mniej tym się interesuje. Lecz to dopiero początek mojej schizy.

Wraz z imieniem, szeroką falą, napłynęły rożnego rodzaju atrybuty. Bo okazało się, że jestem dobrym, solidnym pracownikiem, który robi za najniższą stawkę, robotę, której nikt inny robić nie chce, zabierając przy tym pracę autochtonom i hamując wzrost płac. Potem dowiaduję się, że również zabieram mieszkania rodzinom wielodzietnym składającym się z większej ilości rodziców niż dzieci. Służba zdrowia i szkolnictwo są przeciążone, a kierowcy autobusów nie znają nazw przystanków. Ale też słyszę o raporcie rządowym, który chwali mnie za duży wkład w rozwój gospodarki. Polski Emigrant ratujący rynek przetwórstwa warzywno-owocowego i drobiu, choć pewnie nie o takim mesjaniźmie narodów myślał Mickiewicz, też Adam nawiasem mówiąc. A w TV Bobski the Builder.

Schizofrenia się rozpędza. Moja tożsamość emigranta dodatkowo definiowana jest przez źródła krajowe. Kiedyś, to znaczy w czasach przed unijnych, powtarzała się opinia, iż młodzi wyjadą na Zachód, zdobędą doświadczenie, otrzaskają się w świecie, wrócą z kasą i zaowocują w Polsce. Potem uderzono na alarm, bo wykształcona młodzież i wykwalifikowani specialiści odpłynęli z kraju, by w końcu usłyszeć że wyjechali nieudacznicy, którym w życiu nie wyszło. Syndrom odrzucenia. Schizofrenia galopuje. I tak oto, jednym tchem wymawiany, chciałoby się powiedzieć, u boku Wielka Emigracji, i emigracji Powojennej i tej Sierpniowej, jestem ja – Eastern European Migrant Worker – bodaj jeden z nielicznych, który wyjechał z własnej woli i tak małoszczytnych pobudek.

Najważniejsze jednak, że jestem zdefiniowany. Szczególnie ważne w kraju, gdzie do każdego zszywacza opracowywany jest "risk assessment", a nad kurkiem z gorącą woda jest napisane: "uwaga można się oparzyć". Bez etykietki by mnie nie było, tak dzięki temu wiadomo kim jestem, jaki jestem i czego potrzebuję, a potrzebuję pomocy. Pomocy w zasymilowaniu się, szczególnie w takim Devon, gdzie jeszcze 8 lat temu, Polaków można było policzyć na placach od jednej ręki, a osoby o innym kolorze skóry niż biały na palcach rąk dwóch. Pomocy w skutecznym powrocie do kraju. Bo większość powtarza, że może za lat trzy albo siedem, wróci. Jednak badania zrobione wśród mniejszości tureckich, pokazują że nawet wśród trzeciego pokolenia emigrantów jest to opinia dość powszechna. Więc raczej to można interpretować jako pewną racjonalizację, która pomaga w akceptacji rzeczywistości zastanej, niż wiarygodną deklarację. Nie mniej zabiegi rządu polskiego są spowite mgłami walk miedzy partyjnych lub wygłupów na arenie międzynarodowej.
Lokalnie, z inicjatywy rządowej, powstała grupa Devon Migrant Workers Task Group, o której wiem tylko że istnieje i spotyka się raz na jakiś czas. A wiem o niej tylko dlatego, że znam kogoś, kto zna kogoś, kto w tej grupie zasiada. Żebym nie czul się odcięty od narodowych korzeni, powstają nowe towarzystwa polonijne, czy w Tiverton czy Exeter, niczym Hotel Lambert albo Towarzystwo Demokratyczne Polskie rzec by się chciało, a ja na przekór stwierdzeniu "Homo est animal sociale", siedzę na zydlu i czytam po raz trzeci "Wilka Stepowego" i ani w te ani we w te.

Potem, że strach ma wielkie oczy, uświadomiłem sobie, kołysząc się w swojej schizofrenii. Migrant Worker – przybysz ze Wschodniej Europy, słabo albo w ogóle nie mówiący po angielsku, który podejmę się każdej pracy za jakiekolwiek pieniądze – byle starczyło na "Tesco Value" i flaszkę, po wysłaniu kasy do domu. Migrant Worker, który nie raz podłoży świnie w walce o przetrwanie. Migrant Worker, który zamienił wykształcenie na zmywak. Migrant Worker, któremu w kraju nie wyszło... Jakim cię widzą, takim cię malują, a może jakim chcą cię widzieć, takim cię malują. Więc nie zaprzeczam, że jestem Polakiem, i mimo wszystko, w życiu mi się udaje.

I kiedy myślę o swojej tożsamości - czy wieszać flagi polskie na 11 listopada, czy pójść na mszę w języku polskim - to widzę z okna ruiny koszar na Westerplatte, ale i górkę w parku Jordanowskim. Małe kólko łamane wzdłuż jednostki. Wiatr wiejący od Zatoki i dysputy akademickie z Amadeuszem. Zatłoczone wagony londyńskiego metra i leniwe plaże Bahii. Ambiwalentny Kuba, ale i Zuzka, ulubiona postać snów moich, która po długiej nieobecności znowu w nich zagościła. Pierwsza miłość i ławka w słońcu naprzeciwko wylotu Bliskiej. To wtedy z rozmywających się miejsc i postaci pozostają zjawy wyraźne. To moje małe ojczyzny i ich bohaterowie, którzy mnie definiują.

Bronco Bronccowiecki

Komentarze

ananda
0
 
 
Dziękuję Bronco. Miło się Ciebie czytało. Ja też tak czuję... Smutno się czasem robi, gdy systematyczni anglicy chcą nas zapakować w foremki jakieś dziwne:( Określić nas jakoś, tak by może zrozumieć, a może mieć opis tego co sami zbyt dobrze nie znają. Chyba tak właśnie powstał ten "nasz" obraz skrzywiony, bo jak można ocenić, określić całość na podstawie pewnej próby. Stąd moja sytuacja, idę do banku, onieśmielona moją tam bytnością siadam i czekam potem pada moje nazwisko i miły, młody człowiek, o nieskazitelnej mloecznobiałej cerze, (której mu w duchu zazdroszę) bierze w dłoń mój dowód tożsamości i od tego momentu jego twarz zdradza silne skonfundowanie... jakby zjadł nieświerzą żabę, a bardzo nie chce tego okazać. A mi już źle, już chce wyjść, już mam dość! Jego wyraz twarzy to zapewne tylko zmieszanie, bo nie wie ile zrozumiem, czy zrozumiem, jak do mnie mówić, zapomniał chłopina, że przed pięcioma minutami rozmowa toczyła się radośnie bez problemów (o pogodzie oczywiście). A może jakiś polak wybrankę mu odbił, w piciu go pobił lub, twarz mu obił albo coś takiego zrobił, że chłopak o mało co nie skorzystał ze swego biurka, jak ze schronu bojowego. Tak UWAGA ZŁA POLKA! Cóż.... nie wiem czy ktokolwiek z was doznał tego uczucia, tego, że jego rozmówca żałuje, że na dokumencie nie widnieje Great Britain? Ech... Ciasno mi w tym pudełeczku! Chciałabym by widziano mnie, a nie moje obywatelstwo! Ale coż, jak zacnie napisał Bronco powyżej "Adam dał mi imię i zaistniałem jako Eastern European Migrant Worker", pewnych etykietek nie da się zdjąć, choćby nie wiem jak silna by była wola. Pozostaje jedynie uśmiechnąć się do siebie i pomyśleć "nieważnie i tak jestem najlepszy"! I przykleić sobie nową świeżutką etykietkę taką jak sami chcemy. Chociaż "uwaga zła polka" też czasami się przydaje;)
Justkt
0
 
 
El Cialis Se Puede Comprar Sin Receta Medica http://costofcial.com - online pharmacy Contraindicatio ns For Amoxicillin Viagra Einnahme Cialis Buy Cialis Portland Oregon Propecia Target Inhouse Phyarmacy online pharmacy Propecia With Rogaine Cialis Online Cheap http://costofcial.com - online pharmacy Propecia Indesiderati Online Deltasone Generic
robert1976
0
 
 
A mi sie ciagle wydaje ze ludzie krzywo na mnie patrza, nie moge nic zalatwic w banku, a w pracy mnie dyskryminuja - bo jestem czarny!!. Ci rasisci Anglicy sa winni wszystkich moich niepowodzen i zlego samopoczucia. Jestem szczegolnie na to przewrazliwiony. To jedna z moich najwiekszych fobii oprocz paranoicznego strachu przed skrzypiacym styropianem. Az boje sie wyjsc z domu, bo powiem szczeze, ze najtrudniej jest wyjsc z domu, chociaz jak juz wyjde to reszta juz jakos leci. Czasami mysle, ze moze ktos sie skrzywil na moj widok nie dlatego ze mam inny kolor skory, a dlatego ze mam pryszcza na czole,albo wrona mi nakukala na kapelusz. Szybko jednak wymazuje ta glupia mysl z mojej glowy bo nadano juz mi etykietke zlego murzyna i nikt mnie nie kocha. Niewazne.... i tak jestem najlepszy!!!
Please login to post comments or replies.
 

Reklama

T&R Car Service

Problem z samochodem?
Czas na przegląd?
Potrzebujesz wymienić opony?
Zależy Ci na czasie?



Zadzwoń do nas:

Tomek 07871 487 619
Robert 07864 707 759

www.exetercarservices.co.uk

Unit 17, City Industrial Estate

EX2 8DD, Exeter


.

Wyróżnione fotoogłoszenia