Zwiększ rozmiar czcionki Domyślny  rozmiar czcionki Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Czytelnia Wywiad z księdzem Jarkiem Wilczakiem

Wywiad z księdzem Jarkiem Wilczakiem

Email Drukuj PDF
Za oknem szaro, ponuro i do domu daleko. W kinie filmy apokaliptyczne. W kalendarzu listopad się zbliża, śmierć i martyrologia czai się zza węgła. Dni coraz krótsze, światła coraz mniej. Dżdżysta pogoda przenika całe serce, całą duszę i każdą myśl. Przeczytałem notkę, że nowy ksiądz w nasze strony przyjechał. Pomyślałem, pogadam z duszpastrzem.

Z księdzem Jarkiem, teologiem i polonistą z wykształcenia, spotkałem się w słoneczne sobotnie przedpołudnie w polskiej szkole w Exeter. To był jeden z tych dni, kiedy na moment się przejaśniło. Umówieni byliśmy na drugą ale przed dziesiątą zadzwonił telefon: "Słuchaj mam dwie godziny okienka, może dałbyś radę wpaść teraz". Po dwudziestu minutach siedziałem naprzeciwko człowieka w sutannie o serdecznym uśmiechu..."

Nie jest to pierwszy pobyt księdza na misji?

Nie, spędziłem tutaj trzy lata między rokiem 2003 a 2005. Byłem kapelanem w Ilford Park Polish Home, a także miałem za zadanie opiekować się wszystkimi Polakami w Dewonie  i Kornwalii.
    
Ilu parafian ma ksiądz pod swoją opieką?

Tym razem nie przyjechałem na misję jako ksiądz tylko dla Polaków ale jestem duszpasterzem na parafii w Plymostock, wschodniej dzielnicy Plymouth. Opiekuje się katolikami z tej parafii, zarówno polskimi jak i angielskimi. W poniedziałki mam dyżury w szpitalu Derriford. Ksiądz biskup Christopher Budd poprosił mnie o opiekę nad Polakami w Kornwalii i Zachodnim Dewonie...

Czyli nie Exeter, które leży we Wschodnim Devon...

Póki mogę to jestem gdzie mnie poproszą, ponad to będzie nas dwóch polskich księży w Devon, wzajemnie będziemy sobie pomagać, tak aby pomoc była pełniejsza i kompletniejsza.

Jakie spostrzeżenia na temat Polaków mieszkających tutaj nasuwają się księdzu, porównując pierwszy pobyt z obecnym?

Kształtowanie się polskiej mniejszości obserwowałem przez wiele lat. Moje pierwsze przyjazdy były zwiazane z wakacyjnymi zastępstwami, gdy jako student miewałem trzy miesiące lata do zagospodarowania. Zaczęło się to w 1991 roku. Na początku Polacy pojawiali się głównie jako wakacyjni podróżni, zwiedzający angielskie hotele od innej strony, jak i farmy owocowe. Inni zamiast aparatu fotograficznego przywozili ze sobą młotek i kielnię. Potem byłem świadkiem dużego napływu Polaków po przystąpieniu naszego kraju do Unii i otwarciu tutejszego rynku pracy. Przyjeżdżały całe grupy pracowników: rzeźników, dentystów. Mimo powrotu do kraju nadal przyglądałem się jak kształtowała się nasza społeczność tutaj; czy poprzez kontakt z byłymi parafianami czy też przez strony internetowe, takie jak wasza. Wydaje mi się, że wraz z napływem dużej fali emigracyjnej pojawiła się też potrzeba zorganizowania się. Przyjechało i pozostało wiele młodych, przedsiębiorczych ludzi, młode małżeństwa, osoby które nie tylko przyjechały tutaj łatać czyjeś dziury w zębach, czy sprzątać ulice, ale normalnie żyć i zaistnieć. To jest jeden z najważniejszych kapitałów jak nasz kraj ma, właśnie ta energiczna, przedsiębiorcza młodzież , która podejmuje wyzwanie aby wyjechać do innego kraju, spróbować nowych wyzwań, nauczyć się innego świata.

Jaka jest rola duszpasterza na emigracji, zwłaszcza, kiedy w tym przypadku kościół może być jedną z niewielu instytucji gdzie można zwrócić się o pomoc bez bariery językowej...


Na pewno kościół jest miejscem spotkania, pochodzimy przecież z kraju większości katolickiego, choć przez co też czasem zapominamy, że są też Polacy, którzy nie są katolikami.
Niedzielna msza święta, święta kościelne i narodowe, jest to cudowny czas spotykania się razem, odkrywanie i manifestowania, a myślę, że my na obczyźnie czujemy szczególną potrzebę zamanifestowania, że jesteśmy z polskiej ziemi...

Zastanawiam się, czy chęć brania udziału w mszy, obrzędach związanych ze świętami kościelnymi czy państwowymi, nie jest bardziej chęcią manifestacji, potrzebą tożsamości niż działaniem wypływającym z potrzeby ducha....

W większości przypadków nie da się tego rozdzielić, że chcę być „przystojnym i bogatym”, tak samo jestem Polakiem i katolikiem. Myślę, że może tutaj pojawić się efekt takiej synergii. Czuję więcej i mocniej, że jestem Polakiem na obczyźnie, widzę, że w kościele mogę spotkać tych Polaków, potem odkrywam i częściej też myślę, że nie jestem tym katolikiem z przypadku, tylko może, że coś w tym kościele jest.
Ponadto, co raz bardziej jestem przekonany że mam czym się dzielić z własnego doświadczenia, dzielić się tym co jest w moim życiu inspiracją,  co odkryłem przez te 25 lat od wstąpienia do zakonu, na raty i ciągle odkrywam - Jezusem Chrystusem; a także  tego co się wydarzyło przez pontyfikat Jana Pawła II

Mamy sondę na portalu „jak często chciałbyś uczestniczyć w mszy w języku polskim?”. Jak do tej pory wynik jest dość spolaryzowany – ponad 44% co tydzień, ponad 33% nie jestem zainteresowany – jakieś  refleksje na ten temat...

Oczywiście, ¼ naszego narodu chodzi regularnie co niedziele do kościoła. Tutaj na obczyźnie często się obserwuje, że kiedy nie ma polskiej mszy, jeszcze na początku chodzi się na mszę w języku angielskim, czasami nawet do innych kościołów, które tutaj są w dużej ilości. Ale po pewnym czasie może to się nuży i myślę, że wtedy trudno czasem jest zachować ten dobry odruch chodzenia na niedzielną mszę świętą. Z resztą sam miałem taki okres kiedy nie cierpiałem chodzić do kościoła, miałem wtedy kilka lat, ale była to jedna wielka nuda. My księża chcielibyśmy aby uczestnictwo w mszy było przeżyciem. Ale komuś spragnionemu polskiego słowa, msza po polsku może się podobać. Choć pewnie jak cześć Polaków chciała by tylko przyjść poświecić jajka w Wielka Sobotę i na Pasterkę zaśpiewać „Wśród nocnej ciszy”.  Tutaj nawet ateiści deklarują się katolikami, nie tylko w kraju a co dopiero na obczyźnie .

Jak to się ma do „przeżycia” i ciągłego odkrywania Chrystusa, zwłaszcza w XXI wieku...

Religia jest świadomym odruchem ducha ludzkiego, procesem równocześnie zachodzącym na płaszczyźnie intelektualnej i duchowej. Religia jest sprawą najgłębszych wartości ludzkich. Biada jednak kiedy religia nie ma  miłosierdzia, solidarności i współczucia, które są cechami ogólnoludzkimi a nie tylko religijnymi.

Mamy proroków którzy mówią , że będziemy żyli dłużej, postępy medycyny i genetyki w ciągłym wyścigu ze śmiercią... ale takie prawdziwe pocieszenie o życiu wiecznym, jest w Jezusie Chrystusie, który jako jedyny odważył się powiedzieć, że jest mieszkanie przygotowane dla nas. Ale przede wszystkim Jezus to nie rzeczywistość w życiu po śmierci, ale tutaj i teraz jest potrzebny, bo bez Niego nie ma sensu, a póki w nas tli się nadzieja, pragnienie życia, ciągle wierzymy, że nie jesteśmy przypadkiem w kosmosie, przypadkiem w czasie i przestrzeni trwającym kilkadziesiąt lat, nawet jeśli nauka czasami próbuje to nam powiedzieć i wydłużyć ten epizod o kilka kolejnych lat. Chrystus jest manifestacją tego, że ktoś gdzieś nadał nam sens.
Akceptując, że życie ma sens staję się wrażliwszym na drugiego człowieka. Natura obdarzyła nas w ogromny aparatem empatii i zrozumienia drugiego człowieka; współczucia, odkrywania czego on pragnie.  Czasami niedoceniamy najlepszego lekarstwa jakie mamy od początku, Słowa, które było na początku i wszystko przez nie powstało. O jego braku mogą powiedzieć najwięcej ci co cierpią na depresję bądź totalne odrzucenie.

A wraz z uświadomieniem sobie siły jaka tkwi w nim, bo „życie i śmierć są w mocy języka” jak mówi Pismo, przychodzi też odpowiedzialność za to jak posługujemy się naszym słowem i w konsekwencji jak wykorzystujemy nasze życie....
To nas z powrotem prowadzi do roli duszpasterskiej kościoła, z jakimi problemami duszpasterz się spotyka na emigracji?


Jest może taki jeden główny problem, który widzę, że się nasila. Istnieje on również w Polsce. Może ja jestem już za stary, żeby inaczej na to patrzeć. Dużo młodych ludzi, którzy zaczynają swoje życie, często zaczynają to życie razem, chcą zdobyć trochę środków, żeby założyć rodzinę; a tak jest, że większość dojrzewa około 30stki do ślubu. Nie mniej młodzi przyjeżdżają tutaj, żyją bez ślubu, przygotowują się, chcą sobie zapewnić jakieś bezpieczeństwo socjalne, i swoim dzieciom – ale bardzo często wybory są takie, że żyją w grzechu. Niektórzy odkrywają, że żyjąc w grzechu przestają chodzić do spowiedzi, bo ksiądz nie udzieli rozgrzeszenia a my nie chcemy być hipokrytami. To problem, który dotyka grupę młodych pełnych optymizmu ludzi, którzy oderwali się od mamy i taty i przyjechali nauczyć się nowego świata.

To „oderwanie od mamy i taty” wręcz zabrzmiało symbolicznie,  jak oderwanie się od własnych korzenie. Podobno z domu wyjść najtrudniej choć czy nie jest to potrzebne aby zaistnieć jako „ja”, w tym wypadku wyjść z cienia religijności rodziców,  bo przecież Jezus Chrystus nie ma wnuków, a wszystkich nazwał dziećmi swoimi...
Wracając do życia w grzechu - czemu życie w grzechu? Abraham wziął Sarę do namiotu i stała się jego żoną. I żyli długo i szczęśliwie, no może oprócz Abrahama wybryków z Hagar, które dały początek konfliktowi izraelsko - palestyńskiemu?


W ekstremalnych warunkach nie potrzeba księdza, żeby założyć po Bożemu rodzinę. Wystarczy wola dwóch kochajacych sie osób. Ale we wszelkich kulturach, religiach, społecznosciach, małżeństwo dwojga ludzi jest instytucją i to społeczną. To nie tylko umowa pomiądzy nim i nią. Choć 99 procent młodych ma na pewno usprawiedliwienie, we własnych oczych, to założę się, że sto pocent chciałoby normalnych warunków, normalnego ślubu. Oj czy nie jest tego wyrazem to, iż prawie wszyscy młodzi tu, w Anglii, czynią przygotowania, a na sam ślub i wesele ruszają do Polski.

Ale są tutaj też ludzie starsi, którzy przyjeżdżają za swoimi już dorosłymi dziećmi, często bawiąc wnuki, a którzy z większym trudem odnajdują się w nowej rzeczywistości, ....


Myślę, że nawet i 70 latkowie, którzy przyjechali tutaj ze swoimi dziećmi nie chcą być traktowani inaczej, jako grupa, którą trzeba się specjalnie opiekować. Myślę, że jesteśmy jedną wielką rodziną i również oni chcą uczestniczyć w tych samych rzeczach co ich dzieci jako dziadkowie, może czasem rowieśnicy, ale nie inna grupa. Praca poznawanie i doświadczanie; i religia, dla nich na pewno jest czymś czego głębiej doświadczyli.

Co z problemami tzw. społecznymi: przemoc w rodzinie, nadużyciem alkoholu, czy nie spoczywa na polskich księżach pewna odpowiedzialność  zwłaszcza w kontekście, iż duszpasterz może byś przedstawicielem jednej z niewielu instytucji, do której o pomoc można zgłosić się bez bariery językowej?

Oczywiście, myślę, że każdy kto może pomóc - powinien. Osobiście, w pracy duszpasterza z przemocą w rodzinie, a przede wszystkim z uzależnieniami, mam bardzo bogate doświadczenie. Zajmowałem się tym w Polsce, i nawet zanim tutaj przyjechałem, kontaktowano się ze mną w związku z taką sprawą. Nie chodzi tylko o pomoc jaką z reguły udziela duchowny a mianowicie wysłuchania i modlitwa, choć to też jest ważne, zajmowałem się tym problemem głębiej, wydaje mi się, że mam predyspozycje do pracy właśnie w tym zakresie i już pewne doświadczenie.

W związku z tym czy jest w planach powstanie jakiegoś punktu pomocy...

Na razie ja jestem takim punktem pierwszego kontaktu ...

Pierwszy kontakt jest bardzo ważny, zwłaszcza, że jest to duży krok osoby proszącej o pomoc...

Myślę, że najważniejszy jest pierwszy kontakt, jeśli ktoś odważy mówić o tym.  Rola księdza jest szczególna. Ksiądz musi być człowiekiem zaufania, tak aby każdy mógł zwrócić się do niego nawet w sprawach tak delikatnych, często wstydliwych jak uzależnienia czy przemoc w rodzinie. Ksiądz musi i powinien być kimś takim, którego można do każdej rany przyłożyć. Nie zawsze są księża przygotowani aby sprawę taką dalej prowadzić, ale powinien być bratem każdego cierpiącego, bez względu  na wyznanie religijne i skierować go dalej; do instytucji czy organizacji, które mogą pomóc.

W UK statystycznie ginie 1 kobieta tygodniowo w wyniku przemocy domowej. Kiedyś rozmawiałem z pracownikiem Women’s Aid ( organizacji wspierającej ofiary przemocy w rodzinie)  według niej jedynie radykalne posunięcie takie jak odejście od  sprawcy przemocy może przerwać lata udręki. Jak ksiądz na to patrzy w kontekście nauki kościoła, czy zalecałby ksiądz pozostanie w takim związku?

Ludzie często mylą ślubowaną wierność małżeńską ze ślepym posłuszeństwem. Bita, maltretowana kobieta nawet dla dobra swego związku powinna wiedzieć kiedy wezwać policję, kiedy wynieść się z dziećmi do matki czy gdziekolwiek w bezpieczne miejsce. Niestety, często patoligicznych współmałżonków nie wiedzą jak albo nie mają odwagi potraktować właściwie. Jakże bliski nam jest chyba syndrom milczenia, zatajania, tuszowania, no bo może bedzie lepiej... Do następnego zapicia.

Niedługo 1 listopada potem adwent ... W wielu religiach czy kulturach ten okres zbliżania się do przełomu zimowego  jest poświęcony pamięci zmarłych, może dlatego że noc coraz dłuższa i więcej niepewności za oknami...

Jeśli chodzi o 1 listopada, to w Anglii nie ma zakorzenionej tradycji „chodzenia na groby”. Jeśli gdzieś zobaczmy teraz znicze na cmentarzach, to tu w Anglii bedzie to znakiem, że „nasi byli”. Chciałbym zorganizować akcję odwiedzania polskich grobów, wiem, że takie są. Zostałem na przykład poproszony o poświęcenie grobów na cmentarzy w Plymouth. Są groby polskie także w Newton Abbot.
W porozumieniu z miejscowymi księżmi, będę również chciał zorganizować  tradycyjne rekolekcje adwentowe, wielkopostne, spowiedzi.
Zawsze jestem do dyspozycji na telefon. Można ze mną umówić się, przyjechać do mnie na parafię. Oprawiam msze prawie codziennie, z wyjątkiem sobót gdyż katechizuje wtedy w szkołach polskich. Można ze mną skontaktować się bezpośrednio, można zostawić wiadomość...
 

Z księdzem Jarkiem można skontaktować się pod numerem 01752 401281 (Na sekretarce można zostawić wiadomośc po polsku).
e-mail: jarromir[at]tlen.pl


Z domu wyszedł i z księdzem Jarkiem Wilczakiem rozmawiał Broncco

Komentarze

Please login to post comments or replies.
 

Reklama

Problem z samochodem?
Czas na przegląd?
Potrzebujesz wymienić opony?
Zależy Ci na czasie?


T&R Car Service



Zadzwoń do nas:

Tomek 07871 487 619

Robert 07864 707 759

Unit 17, City Industrial Estate

EX2 8DD Exeter

.

Wyróżnione fotoogłoszenia


sprzatanie...
Dam pracę
(2017-07-24)

TANIO TRANSPORT...
Świadczę
(2017-08-17)

Nauka Jazdy Sam...
Świadczę
(2017-08-14)

Polskie Centrum...
Świadczę
(2017-08-04)

SZUKASZ PRACY ?...
Dam pracę
(2017-08-13)

wypadek samocho...
Kupię
(2017-08-13)

CPCS UPRAWNIENI...
Świadczę
(2017-08-13)